Mój plan na rodzinny urlop na Dolnym Śląsku (i nie tylko)

Od dawna marzy mi się wyjazd z całą rodziną na Dolny Śląsk. Mój mąż marzył o Hiszpanii, gdzie ma rodzinę, ale w czasach COVIDu ciężko planować przejazd samochodem przez całą Europę, a taka właśnie była wizja… Na dodatek dostaliśmy ten bon turystyczny na czwórkę dzieci i stwierdziliśmy, że im szybciej go wykorzystamy, tym lepiej. Szukanie atrakcji, za które można bonem zapłacić, jest uciążliwe. Stwierdziłam, że trzeba go wykorzystać na jedną, drogą rzecz – noclegi. Czyli jedziemy na urlop gdzieś w Polskę i to tam, gdzie nie mamy rodziny, u której moglibyśmy się zatrzymać. Mazury odpadają, Pomorze odpada, Warmia odpada, Małopolska odpada. Stanęło na Dolnym Śląsku – nie będę za to przepraszać (choć i w tym rejonie mamy rodzinę, ale ciiii).

Na czym mi zależy?

Od naszego zeszłorocznego wyjazdu do Krakowa i Zakopanego (w górach były tylko na 2 dni, ale jednak) dwójka z mojej czwórki dopytuje mnie co chwilę, czy pojedziemy znowu w góry. Ten żywiołowy pyta: „Zobaczymy znów wodospad? A zjedziemy taką kolejką na szynach, co ma hamulec ręczny, ale nie będziemy hamować?” (chodzi o kolejkę grawitacyjną). Ta średnia chce pójść gdzieś w góry i najlepiej, żeby były oscypki. Pierworodna na góry kręci nosem, ona woli wodę. Tatuś tego całego zestawu z resztą też gór nie czuje – woli miasta i stwierdził, że on po prostu chce gdzieś za granicę. A „dzidzia”? Dzidzia chce ”[z] mamoł i tatoł”, ale najlepiej, żeby była zupka i żeby był czas na drzemkę. No dobrze – jeszcze ja. Ja chcę pójść z dziećmi do afrykarium we Wrocławskim ZOO i ponownie odwiedzić Skalne Miasto w Adrspachu. Gdy byłam tam pierwszy raz, w czasie studiów, na pieszej wycieczce ze znajomymi, zachwyciłam się urodą tego miejsca. Na dodatek zauważyłam, że nadaje się ono i dla miłośników górskich wędrówek i dla niedzielnych spacerowiczów. Skałkowi wspinacze mieszają się tam z paniami w japonkach niosącymi swoje miniaturowe pieski w eleganckich kuferkach. Ja w ogóle lubię wypoczywać w domu, a na wyjeździe – zwiedzać do upadłego. Dlatego zależy mi na zwiedzeniu kopalni złota w Złotym Stoku – być w górach i nie opowiedzieć dzieciom o tym, co ciekawego możemy w nich znaleźć? Niedopuszczalne!

To tyle, jeżeli chodzi o preferencje. Jak połączyć wszystkie te odmienne wizje?

Jak to zaplanować?

Termin

Termin wybrał się sam – jak najszybciej! W praktyce to znaczy, że zaraz po szczepieniach na COVID, które mamy 28 i 29.06. Dodaliśmy dzień na odchorowanie i wyszedł 1.07.2021 r. Na jak długo? Aż się nasycimy. Biorąc pod uwagę wytrzymałość całej rodziny, nie chciałam jechać na dłużej niż 7-9 dni. Mając aż sześć osób do zadowolenia, trzeba przemyśleć plan na każdy dzień. Nie chcemy wracać z poczuciem, że ktoś nie przywiezie ani jednego przyjemnego wspomnienia do domu.

Podróż

Od nas do Wrocławia jedzie się 3,5 godziny. Do Kotliny Kłodzkiej – ponad 4,5. Nie znoszę długich podróży, bo mam chorobę lokomocyjną i to nie ja jedna z tej naszej gromadki. Trasę wycieczki ułożyłam więc w pętlę: zaczynamy i kończymy noclegiem we Wrocławiu, żeby w trakcie wyjazdu nie robić przejazdów dłuższych, niż 4 godziny.

Noclegi

Jedziemy w sześć osób na ponad tydzień. Chcemy zmieniać lokalizacje, chodzić po mieście, po górach, pod ziemią… Będziemy potrzebować wózka dziecięcego i kapeluszy do miasta, butów turystycznych i kurtek do kopalni, termosów i bidonów do spacerowania po górach. Nie wciśniemy do naszego siedmioosobowego Scenica tego wszystkiego razem z odpowiednią ilością bielizny na cały wyjazd. Musimy mieć pralkę. Dlatego najlepszą opcją dla nas jest wynajmowanie mieszkań lub domków. Pralka i kuchnia umożliwią nam spakowanie mniejszej ilości rzeczy i żywienie się według naszych potrzeb, a nie według menu okolicznych knajp.

Wyżywienie

Nie to, żebym miała zamiar gotować dwudaniowe obiady na wakacjach – absolutnie nie! Jednak zdałam sobie ostatnio sprawę z tego, jak bardzo nie lubię chodzić do restauracji. Wybieranie dań, których dzieci nie znają i nie wiedzą, jak duża jest porcja; czekanie na zamówienie, które przychodzi niekompletne i zawsze ten najbardziej głodny dostaje swoją porcję jako ostatni; jedzenie tego, co mi w sumie nie pasuje, ale już nie ma czasu na zamawianie czegoś innego; czekanie na rachunek; a na koniec okazuje się, że znów mąż się czymś struł. Nie – restauracje nie są dla mnie. Uwielbiamy za to bary mleczne! Dzieci od wejścia widzą, co dostaną, bo wszystko leży na ladzie. Zawsze jest zupa pomidorowa, rosół, naleśniki, kopytka… i smakują tak, jak w domu, więc żadnych niespodzianek. Nigdy nie zdarzyło nam się trafić w barze mlecznym na jedzenie wątpliwej świeżości. No i czas – w barze mlecznym płacę z góry, dostaję od razu, jem, wychodzę i nie spędzam tam połowy dnia. A wystrój? Ładny wystój to będzie w Auli Leopoldina i starczy.

Bary mleczne są na każdym rogu w dużych miastach, a co jeść w górach? Są schroniska, gdzie można zjeść coś pożywnego, ale poza schroniskami to już bywa różnie. Starszym dzieciom można wytłumaczyć, że albo jedzą kiełbę z tej jedynej w okolicy budy z grillem, albo idą dalej głodni. Dwulatka tego nie zrozumie, więc dla niej na dni „w terenie” chcę mieć jakiś ciepły posiłek w termosie. Dlatego bardzo zależało mi na tym, żeby w każdym naszym miejscu noclegowym była kuchnia, gdzie będę mogła ugotować dla niej z rana prostą zupę, czy ryż z kurczakiem. Na dodatek ja mam wrażenie, że rodzina lepiej odpoczywa, gdy może zjeść kolację po intensywnym dniu w swobodnej atmosferze, po kąpieli, w swobodnym stroju i w wygodnej pozycji. No i bez zastanawiania się, czy to najmłodsze właśnie nie wybrało się na spacer tam, gdzie nie powinno. Dlatego jedzenie kolacji w naszej prywatnej przestrzeni jest dla mnie priorytetem.

Plan wyjazdu

No dobrze – poukładajmy wszystkie elementy tej łamigłówki.

Wrocław

Czwartek i piątek 1 i 2 lipca spędzimy we Wrocławiu. Realnie będzie to półtora dnia (Jak wyjedziemy z domu po śniadaniu, to na miejscu będziemy koło 13:00). W tym czasie chcieliśmy zobaczyć Panoramę Racławicką, Hydropolis i Kolejkowo. Tyle że… Kolejkowo i Panorama Racławicka są zamknięte. Smuteczek, ale to nic! Pierwszego dnia pewnie pójdziemy zobaczyć Aulę Leopoldina, przejedziemy się Polinką, zjemy coś w barze mlecznym i pokręcimy się po rynku. Drugiego dnia pójdziemy do Hydropolis, zobaczymy Ogród Japoński obok Hali Stulecia, a na koniec może przepłyniemy się statkiem po Odrze? Brzmi realnie i nasycimy w tym czasie potrzeby naszej pierworodnej.

Świdnica, Wałbrzych

W sobotę 3 lipca wyjedziemy z Wrocławia w Kierunku Wałbrzycha, gdzie mamy wynajęte mieszkanie. Po drodze zaliczymy Świdnicę – chcemy zobaczyć Kościół Pokoju. Później zobaczymy Zamek w Książu oraz Palmiarnię. Jeżeli zostanie nam choć odrobina sił (w co wątpię), to wieczorem będziemy mogli wybrać się na rynek w Wałbrzychu.

Zamek Książ
źródło: wikimedia.org

Adrspach, Praga i Kotlina Kłodzka

W niedzielę rano opuścimy Wałbrzych i spędzimy cały dzień wśród pięknych piaskowców! Z Wałbrzycha do Adrspachu jedzie się 40 minut (na szczęście od 14.06.2021 r. można wjechać do Czech bez konieczności robienia testów na koronawirusa – z czwórką dzieci to by nas trochę kosztowało, nie mówiąc o stracie czasu). Nie będziemy się nigdzie śpieszyć: pospacerujemy między skałami, posiedzimy nad jeziorem w starej piaskowni i będziemy obcować z przyrodą. Koło 16:00 musimy wyjechać – godzina dojazdu do domków, które zarezerwowaliśmy pod Dusznikami-Zdrojem, zameldowanie i jeszcze niedzielna Msza Święta. Po tym dniu ja będę już usatysfakcjonowana.

stara piaskownia, Adrspach, rodzinny urlop na Dolnym Śląsku

W poniedziałek zwiedzimy z rana Muzeum Papiernictwa w Dusznikach-Zdroju, a później pojedziemy do Międzygórza, gdzie zobaczymy Wodospad Wilczki. Tam podzielimy się na dwie grupy – „górską” i „ceprowską”. Ta pierwsza wejdzie na górę Igliczną, a druga pospaceruje po Międzygórzu, które jest podobno przeuroczą miejscowością. Spotkamy się znowu po dwóch godzinach i pojedziemy razem do Dolnej Morawy w Czechach, gdzie znajduje się Ścieżka w Obłokach i Mamucia Kolejka Górska. Będziemy tam szaleć tak długo, aż nasza górska dwójka się nasyci.

Wtorek będzie dniem taty, który czuje potrzebę odwiedzenia jakiejś europejskiej stolicy. Nasze domki znajdują się dwie godziny drogi od Pragi. Planowaliśmy wyjazd w momencie, w którym nie było wiadomo czy i na jak długo będzie można wjechać do Czech. Dlatego nie mogliśmy planować noclegu w Pradze. Założyliśmy, że jeżeli wjazd do Czech będzie w ogóle możliwy, to pojedziemy do Pragi z rana, pokręcimy się po mieście i wrócimy na noc do Polski. Co tata chce zobaczyć tego dnia?  Wieżę telewizyjną na Żiżkovie (gór nie lubi, ale na każdą wieżę go ciągnie), Muzeum Alfonsa Muchy i Tańczący Dom nad Wełtawą. Jak się uda, to dorzucimy do tego Most Karola i kolejkę linową na Petrin.

We środę opuścimy z rana nasze domki pod Dusznikami i pojedziemy do Złotego Stoku. Zwiedzanie Kopalni Złota może trwać nawet ponad 3 godziny – zależnie od ilości atrakcji, na jakie się zdecydujemy. Do wyboru jest kopalnia złota, średniowieczna osada górnicza i sztolnia ochrowa. Jeżeli po tym będziemy mieli na cokolwiek siłę, to zajedziemy do Pałacu Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim. Stamtąd mamy półtorej godziny do Wrocławia, gdzie zarezerwowaliśmy ostatni nocleg.

Znów Wrocław

W czwartek zakończymy nasz wyjazd i poświęcimy ten dzień w całości na ZOO we Wrocławiu. Myślę, że ten dzień przypadnie do gustu naszej najmłodszej – będą zwierzątka i będą gofry. Gdy już będziemy mieli dość, to zostanie nam tylko przeżyć 3,5 godziny drogi. Do domu dojedziemy pewnie kompletnie wykończeni, ale na pewno długo będziemy wspominać ten wyjazd.

ZOO we Wrocławiu, afrykarium

Czy to się uda?

Ten rodzinny urlop na Dolnym Śląsku to będzie niewypał? Sprawdziliśmy wszystkie informacje o godzinach otwarcia, czasy przejazdów, opcje parkowania i korzystania z komunikacji miejskiej we Wrocławiu i w Pradze. Wiemy, gdzie będzie można zjeść na mieście, a gdzie będzie trzeba polegać na kanapkach i zupce z termosu. Mamy plan na każdy dzień, a gdybyśmy się nadmiernie męczyli zwiedzaniem, to możemy po prostu wyrzucić coś z programu. Problemem mogłaby być popołudniowa drzemka naszej najmłodszej, ale właśnie zaczyna z niej rezygnować, więc jak któregoś dnia nie pośpi, to nie będzie dramatu. Będziemy też wozić ze sobą wózek, w którym będzie mogła ewentualnie pospać, a w ostateczności podzielimy się na ekipę śpiącą i zwiedzającą. Nawet zła pogoda nie popsuje nam wyjazdu, ponieważ zaplanowaliśmy atrakcje na świeżym powietrzu i we wnętrzach. Poza tym wszystko mamy dość blisko, więc w razie potrzeby możemy zamienić kolejność zwiedzania – w deszczowy dzień pójść do kopalni, a w słoneczny – do Adrspachu. Dzięki temu zawsze będzie coś, co nam sprawi przyjemność. „Proste? Bardzo proste!” – mawia Łukasz „Wookie” Woźniak. Nie – wcale nie proste, bo kosztowało mnie to ponad tydzień ciężkiej pracy: czytania, rezerwowania, sprawdzania, planowania. Czy było warto? A oto link do wpisu o wrażeniach z wycieczki objazdowej po Dolnym Śląsku. Osobnego wpisu doczekała się też wycieczka do Adrspachu.

Napiszcie, gdzie Wy się wybieracie. Może zainspirujecie mnie do kolejnego wyjazdu? A jeżeli nie macie siły na tak długie wyjazdy, to może spodobają Wam się moje pomysły na spędzanie czasu bliżej Warszawy. Znajdują się we wpisie o weekendzie majowym z dziećmi i o ogrodzie botanicznym w Brwinowie.

Może Cię to zainteresuje...

1 Comment

  1. Czy się uda? Na 100% Marysiu, wierzę w Was💪

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.