Oczekiwania vs. rzeczywistość – wycieczka objazdowa z dziećmi.

Wycieczka odjazdowa z dziećmi

Miałam piękny plan: wycieczka objazdowa z dziećmi po Dolnym Śląsku i nie tylko — ach, jak to pięknie wyglądało w mojej głowie! A jak wyszły te nasze wakacje z dziećmi?

Wakacje z dziećmi – Jak było?

Dobrze było. Uczciwie trzeba przyznać, że plan został w większości zrealizowany. Wrażenie z całego wyjazdu było takie, że MUSIMY tam pojechać jeszcze raz… albo pięć. Każdy z nas przeżył chwile zachwytu i w zasadzie nie było rozczarowań. Nie wszystko zrobiło na nas piorunujące wrażenie – np. Hydropolis i pływanie po Odrze nie zachwyciło mnie jakoś szczególnie, ale to nie znaczy, że wspominam je źle. Nie ma tu miejsca na opisanie wrażeń ze wszystkich miejsc osobno (w osobnym wpisie możecie przeczytać o wizycie w Adrspachu). Podzielę się tylko ogólnymi spostrzeżeniami.

Z całego wyjazdu pozostanie nam wspomnienie ogromu wrażeń i sporego zmęczenia. Na pewno nie pomógł tu fakt, że po powrocie do domu nie mogliśmy należycie wypocząć, ale to już nie zależało od nas – terminu pogrzebu babci się nie wybiera. Zdecydowanie warto było pojechać i nauczyliśmy się na tym wyjeździe sporo o Dolnym Śląsku i o nas samych. Wakacje z dziećmi męczą.

Adrspach - wycieczka objazdowa z dziećmi
Adrspach – wakacje z dziećmi

Co wyszło świetnie samo z siebie?

Zaplanowałam tę wycieczkę objazdową z dziećmi dość szczegółowo, ponieważ wiedziałam, że w każdej lokacji będziemy dość krótko, więc czasu na improwizacje będzie niewiele. A jednak zawsze trafi się coś niespodziewanego.

Zupełnym zaskoczeniem było dla nas to, co zobaczyliśmy przy wjeździe na parking pod Zamkiem Książ: Konie! Przypadkiem trafiliśmy na zawody w powożeniu, organizowane przez Stado Ogierów Książ. Na malowniczo położonych łąkach ustawione były przeszkody, między którymi z szybkością i precyzją lawirowały zaprzęgi jedno- dwu- i czterokonne. Ten widok wywołał wielki entuzjazm wśród dzieci i sprawił, że spacer w stronę zamkowego parku przez zalaną słońcem drogę był bardzo przyjemny (i niespodziewanie długi).

Zawody w powożeniu

Drugim, niezaplanowanym sukcesem był wybór noclegu pod Dusznikami-Zdrojem. Co prawda, przy naszych domkach pracowała ekipa budowlana (czego nie doczytałam na stronie, a co tłumaczy fakt, że tak łatwo znalazł się wolny termin i zniżka za wynajem), ale nie przeszkadzało nam to w ogóle. Za to w sąsiednim domku zamieszkała rodzina z piątką dzieci, które nie tylko były w podobnym wieku, jak nasze, ale też wszyscy byli bardzo towarzyscy i otwarci. W rezultacie dzieci odwiedzały się nawzajem, wspólnie korzystały z placu zabaw i spędziliśmy z nimi miły wieczór przy ognisku.

Dobrze się też złożyło, że nasza najmłodsza przespała wizytę w Kopalni Złota. W sumie to większość rodziny ją przespała: pierworodną bolała głowa, średnia wymiotowała od rana i wreszcie udało jej się usnąć, a tatuś ofiarował się, że popilnuje tego sennego samochodu. Do kopalni poszłam tylko z naszym pięciolatkiem.

Na miejscu okazało się, że sposób prezentacji jest nastawiony dokładnie na ten wiek. Zahaczał nas kopalniany gnom, straszył — szalony alchemik, a oprowadzał — wesołkowaty, młody przewodnik, który od razu zyskał sympatię dzieci. Wśród tych wszystkich żartów udało się przemycić sporo ciekawych informacji o kopalni.

Choć zazwyczaj męczy mnie uatrakcyjnianie zabytków na siłę, to tu było to zrobione z pomysłem i zgrabnie. Zwiedzało nam się to miejsce po prostu idealnie. Dlaczego cieszę się, że nie zabraliśmy ze sobą malutkiej? W kopalni było dość ciemno, nierówne podłoże, do tego konieczny był spacer przez las pomiędzy dwiema częściami kopalni – musiałabym się nanosić. Przerabiałam to z półtorarocznym synkiem w kopalni Wieliczka i nie było to takie fajne.

Wakacje z dziećmi – Co źle zaplanowałam?

Mimo spędzenia mnóstwa czasu na sprawdzaniu lokalizacji i godzin otwarcia, nie uniknęłam kilku „wtop”. Jakoś umknęło mi, że Aula Leopoldina jest w konserwacji, więc musieliśmy zmienić plany. Nie mogliśmy poszaleć przy Wrocławskiej Fontannie Multimedialnej, którą chcieliśmy zobaczyć przy okazji zwiedzania Ogrodu Japońskiego. Okazało się, że tego dnia była przy niej impreza zamknięta i cały teren otoczony był płotem.

Nie umówiłam się też na warsztaty czerpania papieru, przez co nasza wizyta w papierni przedłużyła się o czekanie na najbliższe warsztaty. Nie starczyło nam przez to czasu na wyjście w góry, jednak od razu obiecaliśmy „górskim” dzieciom, że jeszcze tego lata pojedziemy w mniejszym gronie w Góry Świętokrzyskie, żeby nadrobić tę stratę. Wyjazd zrealizowaliśmy, a tu możecie przeczytać wpis o Górach Świętokrzyskich z dziećmi.

W Pradze za to okazało się, że P+R, na którym chcieliśmy parkować, był… w budowie (na szczęście tuż obok było centrum handlowe z darmowym parkingiem).

Nie najlepiej też wybraliśmy parking przy ZOO Wrocławskim – nie sprawdziłam tego wcześniej. Stanęliśmy pod Halą Stulecia, gdzie cena za godzinę podnosi brwi i ciśnienie. Później zobaczyłam, że kawałeczek dalej był ponad dwa razy tańszy parking. Jednak niewątpliwie była to najwygodniejsza opcja parkowania ze względu na bliskość i fakt, że na podziemnym parkingu samochód się nie nagrzewa od słońca – nie pluliśmy sobie w brody jakoś strasznie.

Największym błędem w planowaniu był jednak brak wolnego dnia. Zdaliśmy sobie z tego sprawę w połowie wyjazdu, gdy właśnie mieliśmy wybierać się do Pragi. Byliśmy po prostu zmęczeni ilością wrażeń. Dzieci chętniej spędziłyby spokojny dzień na zabawie z rówieśnikami z sąsiedniego domku. Atrakcje w trakcie wyjazdu były różnorodne i teoretycznie mogliśmy przy tej okazji wypoczywać (taką rolę miała pełnić wizyta w Adrspachu). Jednak jak się planuje wakacje z dziećmi, to jeden dzień bez planu by się naprawdę przydał.

Robienie wszystkiego razem jest świetne, ale co jakiś czas trzeba organizmowi dać się wyzerować – spędzić czas sam na sam ze sobą. Tego naszym dzieciom i sobie samym nie daliśmy. Inna sprawa, że ostatecznie i tak byśmy nie wypoczęli – właśnie tego dnia dostaliśmy wiadomość o śmierci mojej babci, z którą dzieci były niezwykle zżyte. Mieliśmy wybór: tulić przez cały dzień troje dzieci na zmianę (ta najmłodsza jeszcze nie zapoznała się z koncepcją śmierci i jej konsekwencji), albo zamęczyć je tak, żeby nie miały czasu na płacz. Sama nie czułam się na siłach, żeby znieść żal, więc po długim i ciężkim poranku wybraliśmy bieganie po Pradze, a potem oglądanie Opowieści z Narni do 23:30. Zadziałało. Później odchorowaliśmy.

Pewien niedosyt pozostawiło też w moim mężu zwiedzanie Zamku Książ. Dlaczego? Trochę z powodu pecha. Zamek był dość zatłoczony, a my weszliśmy tuż za bardzo dużą grupą młodzieży. Nasza najmłodsza urządziła strajk generalny na pierwszym piętrze i nawet zupa nie pomogła. Musiałam zostawić męża z trójką dzieci na zwiedzaniu, a sama zabrać najmłodszą w jakieś zaciszne miejsce. Efekt? Dzieci zachwycone, a mąż skwaszony.

Stało się tak dlatego, że zamek zwiedza się z audioprzewodnikiem, który działał całkiem nieźle i był dość ciekawy, ale występował w dwóch wersjach: dla dorosłych i dla dzieci. Wersja dla dzieci była krótsza i dzieci chciały iść w rytmie narzuconym przez swoją ścieżkę. Mąż nie był w stanie ich powstrzymać przed tą galopadą, a przy tym musiał ich nie pogubić w tłumie starszych od nich dzieci. Ostatecznie nie wysłuchał do końca swojego przewodnika i wyszedł z zamku lekko rozczarowany.

Gdybym wiedziała, że tak wygląda zwiedzanie, to pewnie inaczej byśmy podeszli do tematu. Może poproszenie o tę samą wersję audioprzewodnika dla całej rodziny lepiej by się sprawdziło, albo przynajmniej sensowny podział rodziny na grupy zwiedzające w różnym tempie.

Nie zdążyliśmy też zwiedzić Palmiarni (a mieliśmy ją w cenie biletu), ponieważ sporo czasu spędziliśmy przy koniach. Była to strata, ale nie mam złudzeń — dzieci wolą zwierzęta od roślin.

Co sprawdziło się doskonale na wakacjach z dziećmi?

Pralka

Planując wakacje z dziećmi, myślałam o tym, że raz się trzeba będzie wyprać… Wyszło 5 razy. Już pierwszego dnia musieliśmy użyć pralki, ponieważ złapało nas takie oberwanie chmury, że po prostu ociekaliśmy wodą. Najlepszym sposobem na wyżęcie tych ubrań było po prostu ich wypranie. Buty i wózek – których wyprać się nie dało – schły przez półtorej doby. Dodatkową zaletą było to, że dzięki założeniu, że będziemy robić pranie, mogliśmy spakować bardzo niewiele ubrań. Na wycieczce objazdowej z dziećmi noszenie bagaży w tę i z powrotem może być bardzo męczące. Na szczęście dzieci były spakowane w kompaktowe plecaki, które mogły nosić samodzielnie (nie licząc tej najmłodszej).

Termos z zupą

Plan zwiedzania był napakowany atrakcjami i wiele z nich zachwyciło nas tak, że chcieliśmy tam zostać dłużej. Planowanie takiego wyjazdu z dwulatką na pokładzie mogło się zdawać kompletnie szalone, a jednak nie sprawiła nam ona (prawie) żadnego kłopotu i to właśnie dzięki temu, że gdy tylko zdradzała najmniejsze oznaki poirytowania, to natychmiast w ruch szła łyżka.

Karmiliśmy ją w samochodzie, w parku, a nawet w szatni w Zamku Książ. Specjalnie na ten wyjazd kupiłam termos – czy dobrze wybrałam? Nie wiem – to mój jedyny termos obiadowy. Był najtańszy na Allegro, miał dwie komory i w sumie temperaturę trzyma… no, dostatecznie. Okazało się, że świetnym połączeniem było noszenie makaronu lub ryżu w termosie obiadowym, a czystej zupy w zwykłym termosie, który lepiej trzyma temperaturę. Jedną komorę termosu obiadowego wykorzystywaliśmy jako magazyn makaronu, a drugą jako miskę: nakładaliśmy do niej makaron i zalewaliśmy zupą z termosu. Wszystko ładnie się skręcało i można było nosić w ręku.

Z tego rozwiązania korzystała nie tylko nasza najmłodsza córka. Zupy było na tyle dużo, że zawsze ktoś się dołączył do posiłku, a czasem też popijał samą zupę z kubeczka. Na następnych wyjazdach pakowaliśmy po prostu zupę jarzynową, czy gulaszową do termosu obiadowego i też działało, więc ogólnie jestem zadowolona z zakupu.

Zupka z termosu

Tablet do rysowania

Nie – nie chodzi tu o tablet graficzny, tylko swego rodzaju znikopis. Moja pierworodna kupiła sobie taki „za zęba” (Moja babcia, choć ją prosiłam, że by tego nie robiła, płaciła moim dzieciom za każdego mleczaka, lub zabierała je do kawiarni w ramach świętowania. Po jej śmierci brakuje mi tej radości.).

Okazało się, że gdy nasza najmłodsza traciła cierpliwość w samochodzie, to bazgranie po tym znikopisie było w stanie ją uspokoić. Zamęczała nas żądaniami narysowania misia, którego natychmiast kasowała i kazała rysować nowego, ale przynajmniej nie musieliśmy wysiadać z samochodu. Nie to, żebyśmy nie chcieli się zatrzymywać, jednak po wypięciu z fotelika i paru minutach odpoczynku z pewnością by się uspokoiła, ale też na pewno nie dałaby się znów zapiąć po dobroci.

Niektórzy na wakacjach z dziećmi wykorzystują bajki na telefonie, ale mam opory, żeby z tego korzystać. Wydaje mi się, ze bazgranie rysikiem po tabliczce mniej lasuje młodziutki mózg niż karmienie się YouTubem.

Znikopis

Wózek typu laska

Zadziwiająco, tylko raz został użyty przez naszą dwulatkę. Mała polubiła truchtanie i z zaskakującą energią pokonywała długie odcinki ulic i alejek na piechotę. Jednak dziecko to znacznie więcej niż dziecko: to też pieluszki (tak – nie odpieluchowaliśmy jeszcze naszej malutkiej), zapasowe majteczki, kurteczka, picie, misio, bułeczka… Wózek głównie spełniał rolę przenośnego magazynu, choć nie tylko.

Gdy odwiedziliśmy ZOO, nie pomyśleliśmy o wypożyczeniu wózka do wożenia dzieci – przecież mamy wózek dla dzidzi. Jednak w trakcie ponad czterogodzinnej wizyty nasz pięciolatek też się zmęczył. Na szczęście nasza młodsza dwójka świetnie się ze sobą dogaduje i dzielili się wózkiem w trakcie zwiedzania. Dobrze też, że nasz synek się do tej laski jeszcze mieści. Zdecydowanie na takiej wycieczce objazdowej z dziećmi warto mieć ze sobą wózek nawet dla starszaka.

Pamiętnik

Ten nasz żywiołowy człowiek ma bardzo duże problemy z koncentracją. Postanowiłam, że na wyjazd weźmiemy kredki i zeszyt, w którym każdego dnia synek narysuje swoje wspomnienia. Już pierwszego dnia chciał narysować kopalnię złota. Na pytanie o to, jak chce ją narysować, skoro jej jeszcze nie widział, stwierdził, że po prostu chce ją już zobaczyć!

Nie było łatwo nakłonić go codziennie do skupienia się przez tę parę chwil, ale udało się i było warto. Powstało kilkanaście stron koślawych rysunków (po co tracić czas na staranne rysowanie?). Mam nadzieję, że to zadanie nie tylko było jakąś cegiełką dołożoną do treningu skupienia, ale też jakimś uporządkowaniem wrażeń i wspomnień z tych niesamowicie intensywnych wakacji z dziećmi.

Pamiętnik wakacyjny

Czego się nauczyliśmy?

Polska jest piękna i fascynująca

…nawet jeżeli to taka niepolsko-polska Polska. Tak naprawdę zawsze o tym wiedziałam, ale miło jest przypomnieć sobie jeszcze raz ciekawą historię naszego kraju i pokazać ją dzieciom.

Wycieczka objazdowa z dziećmi może być przyjemna

Do tej pory nie byliśmy na takich wakacjach z dziećmi. Nie wybieraliśmy się głównie ze względu na braki finansowe, intensywność choroby lokomocyjnej i indywidualne cechy naszych dzieci.

Syn przez pierwsze trzy lata swojego życia miał bardzo duże problemy z radzeniem sobie z nadmiarem bodźców – taki wyjazd to byłby dla niego i dla mnie killer. Nasza najmłodsza jest bodźcoodporna od urodzenia, więc wiedziałam, że nie będzie wcale najsłabszym ogniwem. Kolejny dowód na to, że nie ma rzeczy niemożliwych – są tylko takie, które trzeba odłożyć w czasie, lub się do nich dobrze przygotować.

Wycieczka odjazdowa z dziećmi
Wakacje z dziećmi to czasem niezła męka. 😉

Nie potrafimy wypoczywać na wakacjach

Cały lipiec spędziliśmy na wyjazdach. Dolny Śląsk, Czechy, wybrzeże Bałtyku, Mazury, cudna przyroda, czas tylko na przyjemności… Mąż w pewnym momencie uznał, że musi przerwać na chwilę ten „wypoczynek” i dla równowagi psychicznej wrócić na dwa dni do pracy, dojechał do nas po tym resecie w lepszym stanie.

Każde miejsce kusi swoją urodą i pozostawia mnóstwo nowych wspomnień. Wykorzystujemy każdy dzień na przyjemności, a wieczorem gadamy przy ognisku. Ta kumulacja wrażeń i godzin spędzonych na świeżym powietrzu będzie konsumowana przez nasze mózgi przez wiele dni. Czy jest sposób, żeby odpocząć na wakacjach? Na pewno, ale nie na wycieczce objazdowej z dziećmi.

Tak na dobrą sprawę odpoczęliśmy dopiero teraz, gdy wróciliśmy do domu. Po przepraniu wszystkiego i poukładaniu nowych magnesów na lodówce przyszedł wreszcie czas na puzzle, szydełkowanie i moczenie się na dworze w ulewnym deszczu.

Albo wrażenia, albo odpoczynek – też tak macie?

Może Cię to zainteresuje...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.