Pasażerka – opera Mieczysława Wajnberga, na podstawie powieści o tym samym tytule Zofii Posmysz – czekała na swoją prapremierę prawie 40 lat. W związku Radzieckim, w którym powstała, nie otrzymała zgody na inscenizację. Życie w obozie śmierci zbytnio było podobne do losu więźniów sowieckich łagrów.
Czy po tylu latach opowieść żywych o śmierci wciąż ma moc?
Spis treści:
Opera Pasażerka Mieczysława Wajnberga
Treść
Akcja rozgrywa się na luksusowym statku u progu lat 60. XX wieku oraz (w retrospekcji) podczas II wojny światowej. Lisa i Walter – niemieckie małżeństwo – płyną transatlantykiem do Ameryki Południowej. Walter ma objąć placówkę dyplomatyczną, a żona cieszy się na nowe życie u jego boku. Spokój przerywa spotkanie: na pokładzie pojawia się kobieta, która przypomina Lisie Martę – jedną z więźniarek obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Nagle w kobiecie ożywają sceny z obozu śmierci, nie potrafi ukryć tego przed mężem. Wyznaje mu, że jako młoda dziewczyna służyła w Auschwitz. Walter wpada w złość. Boi się, że gdy Marta ich rozpozna, on zostanie zdymisjonowany ze stanowiska jako mąż kobiety z taką historią.
Dalsza część opery dzieje się na przemian w głowie Lisy i na pokładzie statku, gdzie tajemnicza pasażerka krąży w zasięgu pary i swoimi gestami daje do zrozumienia, że jest właśnie tą kobietą – wyrzutem sumienia i zagrożeniem.
Jednocześnie poznajemy historię Marty, która w Auschwitz mieszkała w baraku dla kobiet razem z więźniarkami z całej Europy. Została wybrana przez Lisę jako swoją asystentkę, była darzona szczególnymi względami, a nawet dostała pozwolenie na widzenie z narzeczonym. Widzimy selekcję do komór gazowych, bicie, obłęd więźniów, ale też odwagę i nieugiętą wolę tych, którzy postanowili mimo wszystko pozostać ludźmi w tym nieludzkim miejscu.
Scenografia i kostiumy opera Pasażerka w TWON

Scenografia jest po prostu świetna. Choć monochromatyczna, to jednak bardzo ciekawa, wielofunkcyjna, bogata. Wybijającymi się elementami są komin transatlantyku i tory zakończone kozłami oporowymi. To zestawienie drogi do nowego początku z drogą strachu i nieludzkiego końca prowadzi nas przez całą opowieść. Wielopoziomowość i ruchomość scenografii dynamizuje narrację, a przy tym wspiera czytelność opery.
Kostiumy również podbijają kontrast między częściami narracji – postaci na transatlantyku są ubrane na biało – kolor nowego początku, niewinności, spokoju a także luksusu. Pod pokładem rozgrywa się jednak piekło Auschwitz w szarej, brunatnej i czarnej kolorystyce śmierci, brudu i beznadziei.

Muzyka
Oryginalnym i genialnym pomysłem kompozytora było napisanie tej opery w wielu językach. Wajnberg był polskim Żydem mieszkającym w Związku Radzieckim, a opera dotyczy losu całej Europy. Fakt, że każdy mówi tu w swoim języku nie tylko zwiększa realizm, ale tez pogłębia wyraz dzieła.
Muzyka też nie jest tak brutalna, jakbym się spodziewała po dziele o obozie koncentracyjnym. W sumie jest to harmonijna kompozycja, w której jest wiele piękna (wykonawczyni roli Marty zresztą swoim kunsztem oddaje prawdę tej operze).
Mam jednak jeden zarzut. Mieczysław Wajnberg napisał ciekawą muzykę, ale oczekiwałabym większego kontrastu między chwilami bestialstwa hitlerowców, a wzajemnej dobroci między więźniami. Wiemy przecież ze wspomnień więźniów, że nawet w Auschwitz były żarty, śpiewy, przyjaźnie, marzenia. W ogólnym jednak przygnębiającym charakterze opery koszmar nieludzkich zachowań Niemców blednie i rozmywa się, a świadectwo mocy człowieczeństwa – traci moc przekazu.
Opera Pasażerka w Operze Narodowej – moje wrażenia
Zdecydowanie dobrze, że przypominamy dzieła Wajnberga (jak jego muzykę wykorzystaną w balecie Pinokio). Dobrze też, że tematyka holokaustu wciąż jest poruszana i mam nadzieję, że nigdy nie przestaniemy do niej wracać. Cieszę się też, że na widowni widziałam tak wielu młodych ludzi, którzy chcą się uwrażliwiać na bestialstwo przemysłu śmierci. Muszę przyznać jednak, że opera Pasażerka, mimo bardzo dobrego wystawienia od strony technicznej i reżyserskiej, nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, jak się spodziewałam. Może była zbyt ugładzona przez autora, a może po prostu nie trafiła w moje wyobrażenia.
Czy mogę polecić z czystym sumieniem? Na pewno nie mogę powiedzieć, że nie polecam.
