Miałam nadzieję na nowy, ciekawy spektakl dla moich nastolatek. Balet Androidy, inspirowany m. in. kultowym filmem Blade Runner, wydawał się być niezłym kandydatem. Postanowiłam sprawdzić, póki co sama, czy warto się na niego wybrać z młodzieżą.
Spis treści:
Balet Androidy w choreografii Roberta Bondary

Robert Bondara jest choreografem wywodzącym się z Polskiego Baletu Narodowego. Nic więc dziwnego, że został zaproszony do stworzenia nowego baletu tla TW-ON. Do duetu zaprosił Przemysława Zycha – kompozytora, z którym już wcześniej tworzył lżejsze pod względem treści dzieła. Tym razem sięgnęli po temat głębszy i bardzo aktualny: relację między człowiekiem, a sztuczną inteligencją i zaawansowaną technologią. Bezpośrednią inspiracją do stworzenia Androidów była powieść Philipa K. Dicka Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? (na podstawie której powstał kultowy film Blade Runner), ale także książki Isaaca Asimova.
Muzyka
Przemysław Zych nie chciał imitować muzyki Vangelisa z filmu Blade Runner. Postanowił stworzyć pejzaż brzmień charakteryzujących androidy, ludzkie uczucia, energię miasta… Każda grupa ma swój klimat oparty na udziale szczególnych instrumentów, technikach wykonawczych a nawet na użyciu mikrotonów.
Kompozytor wprowadził dużą motoryczność muzyki w scenie zapoznającej widzów z androidami. Przypisał im też szeroki zakres częstotliwości – od flażoletów na smyczkach po kontrafagot i puzon basowy. Ludzkim odruchom dał za to coś najbardziej ludzkiego: wokalizę i harmonijne, długie frazy muzyczne budujące ciepło relacji.
Zych miał odwagę w dobieraniu brzmień i mieszaniu gatunków muzycznych. W ten sposób powstała barwna scena w teatrze z wstawionym baletem klasycznym i cytatem muzycznym z opery Mozarta.
Dzięki tym zabiegom powstała muzyka bardzo różnorodna o niezwykle bogatym brzmieniu. Jest ona w pełni nowoczesna, czerpiąca z bogactwa wielu gatunków i stylów, ocierająca się o geniusz. Nawet, gdy jest brutalna, to dalej pozostaje niemecząca, nieprzytłaczająca, po prostu przepiękna. Bardziej muzyka brzmienia niż muzyka melodii.
Dla mnie ta konstrukcja muzyki zdradza cechy mistrza porównywalnego z Czajkowskim – to nie są osobne „numery”, ale spójne od początku do końca, choć różnorodne wewnętrznie dzieło.
Choreografia
Robert Bondara stworzył niezwykle dynamiczną, ciekawą i różnorodną choreografię. Jako twórca wywodzący się z Polskiego Baletu Narodowego wiedział, z jak doskonałymi tancerzami ma do czynienia i dał im szerokie pole do popisu: lityczność, motoryczność, perfekcja ruchu, trudne podnoszenia, synchroniczne układy… to dzieło pokazuje cały kunszt zespołu baletowego i solistów.
Libretto baletu jest bogate, niemalże przeładowane. Przeplatają się tu sceny walki, zadumy, skomplikowanych relacji a narracja płynie wartko. Znajdziemy tu bogate, różnorodne, świetnie ustawione przestrzennie sceny zbiorowe (jak choćby plastyczna i emocjonująca scena buntu androidów), a do tego fantastyczne pas de dux głównych postaci – imponujące technicznie i poruszające przepływem energii.
Jest to choreografia mistrzowska i ułożona dla mistrzów. Precyzyjna, błyskotliwa, różnorodna, porywająca.
Scenografia i kostiumy baletu Androidy
Gdy powstaje przedstawienie w stylu cyberpunk, to można się obawiać szaro-burości i szpetoty. Okazuje się, że nie musi tak być. Choć scenografia do spektaklu jest dość oszczędna, to doskonale spełnia swoją rolę. Nie jest to jednak balet pustej sceny – mamy tu np. efektowną fabrykę androidów z syntetyczną macicą i stołem do wgrywania tożsamości. Uzupełnieniem jest absolutnie genialne oświetlenie, które buduje atmosferę scen. Dużą rolę gra tu też obrotowa scena Teatru Wielkiego – sprytnie wykorzystana nie służy tylko do zmiany dekoracji, ale dynamizuje przejścia pomiędzy scenami.
Kostiumy są świetne. Różnorodne pod względem formy, faktur, kolorystyki. Doskonale dopasowane do postaci, podkreślające ich charakter, estetyczne, bogate. Dobrze uszyty kostium nie krępuje ruchów nawet, gdy jest skomplikowany i wieloczęściowy, a jednocześnie współpracuje z ruchem tancerza i go ubogaca. Syntetyczne i identyczne stroje ludzi na ulicy fantastycznie wirują, budując wrażenie mechaniczności ludzkiego życia. Z kolei zbuntowane androidy dodają sobie różnorodne elementy garderoby, tworząc swój indywidualny, wyrażający osobowość styl.

Moje wrażenia
Balet Androidy przyciąga treścią: ciekawą i aktualną. Ukazuje zacierającą się granicę między światem cyfrowym a realnym i stawia pytania natury etycznej.
Różnorodność muzyki sprawia, że przedstawienie ogląda się jednym tchem. Pomiędzy scenami nie odzywały się oklaski – publiczność bardziej skupiała się na odczuwaniu niż na nagradzaniu doskonałych artystów. Mnie osobiście urzekło bogactwo środków wyrazu w każdym aspekcie. Androidy to muzyka atmosfery i choreografia emocji.
Jeżeli miałabym się do czegoś przyczepić, to do fabuły. Nie zawsze jest w pełni czytelna, jak np. w finałowej scenie walki. Jest tu wiele postaci i dość sporo treści, więc balet wymaga skupienia i uważności, aby zrozumieć wszystkie niuanse. Dlatego wcześniejsze zapoznanie się z treścią baletu jest tu absolutnie konieczne. Nie jest to jednak duża wada tym bardziej, że oglądanie kultowego filmu w ramach przygotowania do spektaklu samo w sobie jest przyjemnością.
Androidy pokazują wszystkie zalety sceny Teatru Wielkiego i jego zespołu. Stawiają pytanie o to, czym jest człowieczeństwo. Czy definiuje je biologia czy samoświadomość i uczuciowość. Jakie są granice tego, co ludzkie i na ile zanurzenie w świecie technologii niszczy w nas ludzkie odruchy.
Czy warto iść? Ja oglądałam balet Androidy z zapartym tchem. Polecam z czystym sercem i na pewno zabiorę córki w nadchodzącym sezonie. Tak samo zresztą jak na Prometeusza.


