Nowy Dziadek do Orzechów w Teatrze Wielkim w Łodzi to nie tylko nowa choreografia, ale też zupełnie nowa treść. Czy postaci z Opowieści Wigilijnej wzbogacają balet wszech czasów, czy tylko gmatwają bajkę? Postanowiliśmy się przekonać tym bardziej, że w Teatrze Wielkim w Warszawie Czajkowski jest na cenzurowanym.
Spis treści:
Dziadek do Orzechów. Opowieść Wigilijna
Youri Vámos, węgierski choreograf, podszedł do Dziadka na nowo. Łączenie opowieści, nadawanie nowych treści dziełom mistrzów często skutkuje powstawaniem scenicznych potworków, być może przynoszącym rozgłos, ale raczej nie służącym sztuce ani widzom. Dziadek jednak jest dość odporny na takie zabiegi – to baśń dziejąca się w głowie dziecka. Jeżeli tylko nie stłamsimy fantazji, pragnienia miłości i ciepła świątecznej atmosfery, to żadna zmiana fabuły nie pozbawi go magicznej mocy uszczęśliwiania widzów. Vámos wybrał Opowieść Wigilijną jako twist fabularny, aby do świątecznego ciepła dodać też głębszą refleksję.
Treść
Rzecz dzieje się w dziewiętnastowiecznym Londynie tuż przed Bożym Narodzeniem. Bob Cratchit, pracujący u ponurego skąpca, Scrooge’a, jest bardzo lubiany. Jego wesołość udziela się innym, gdy żartuje ze złośliwego charakteru swego pracodawcy. Ten wścieka się i zwalnia go natychmiast z pracy, pozostawiając go bez środków do życia. Biedny ojciec tłumaczy swojej nastoletniej córce, że nie stać go na kupno świątecznego indyka, a także pięknej lalki – dziadka do orzechów – którą upatrzyła sobie w sklepowej witrynie. Rezolutna Klara postanawia więc sama poprosić bogacza o prezent, ale ten nieznoszący Świąt wieczny odludek nie tylko nie zgadza się, ale na dodatek niszczy dziadka.
Wieczorem w domu Scrooge’a dzieją się dziwne rzeczy. Zdaje mu się, że widzi duchy, a jego łóżko, w którym postanowił się schronić, zaczyna latać i przenosi się do piekła, gdzie dręczą go wizje triumfujących diabłów. Pojawia się jednak w końcu duch Bożego Narodzenia i przynosi znacznie przyjemniejsze wizje. Scrooge widzi Klarę w krainie śniegu, tańczącą z ożywionym dziadkiem do orzechów. Zjawiają się bajkowe postaci, a także dzieci czekające w łóżku na świąteczne prezenty. Scrooge’owi wreszcie udziela się atmosfera i dołącza do nich w wesołych pląsach, a nawet sam ochoczo obdarowuje maluchy upominkami.
Gdy następnego dnia budzi się w swoim domu, nie jest już tym samym człowiekiem. Postanawia naprawić wszystkie swoje błędy, co sąsiedzi, jego pracownik i wesoła Klara przyjmują z wielką ulgą i radością. Teraz wszyscy mogą się cieszyć z Bożego Narodzenia.
Choreografia
W tej realizacji, jak w każdym chyba Dziadku… zespołowi baletowemu towarzyszą uczniowie szkoły baletowej, zespół jest więc spory. Widać to szczególnie na ulicach Londynu, gdzie bardzo autentycznie przedstawiona została przedświąteczna krzątanina mieszkańców miasta. Choreograf zachował bajkowy i klasyczny charakter baletu w części ze snu Scrooge’a, korzystając chętnie z okazji do zabawy i figlarności. Widać to np. w scenie z diabłami, gdzie duch Bożego Narodzenia przegania je ze sceny, na co ich szef odwraca się na pięcie i na odchodnym wymownie wskazuje duchowi miejsce, gdzie kończą się jego plecy. Każda okazja do radości jest dobra: wyskakiwanie z pudełek z prezentami, rzucanie śnieżkami, niewinne żarty z niezgrabności starszego pana.
Sam Vámos powiedział, że dla niego Dziadek do Orzechów to nie balet, ale teatr dla utalentowanych tancerzy. Takie przedstawienie właśnie stworzył.
Kostiumy i scenografia
Pod względem wizualnym to przedstawienie wygląda jak każda inna porządna inscenizacja Dziadka… (może nie licząc faktu, że zamiast kostiumów myszy trzeba było stworzyć kostiumy diabłów).

Zamiast dziewiętnastowiecznej Warszawy mamy tu dziewiętnastowieczny Londyn, ale tu w zasadzie kończą się różnice. Kostiumy są piękne, kolorowe, stworzone z fantazją. Scenografia świetnie je uzupełnia – jest bogata, interesująca, otulona śniegiem i słodkościami. Unoszące się nad sceną łóżko śniącego Scrooge’a daje nie tylko teatralny efekt wow, ale też poprawia czytelność spektaklu przygotowanego przecież z myślą o najmłodszych.

Dziadek do Orzechów w Łodzi – nasze wrażenia
Na Dziadka do Orzechów w Teatrze Wielkim w Łodzi wybrałam się z mężem i dwójką naszych młodszych dzieci (10 i 7 lat). Mimo dużych problemów z dotarciem do teatru z powodu katastrofalnej tego dnia gołoledzi byliśmy bardzo zadowoleni z wieczoru. Atmosfera przedstawienia była dokładnie taka, jaka powinna być. Orkiestra i chór dziecięcy cieszyły ucho, co było miłą odmianą po poprzedniej realizacji tego baletu w Łodzi, gdzie muzyka była z odtworzenia.
Mi osobiście szczególnie podobał się wykonawca roli Boba Cratchita, który łączył ją z postacią diabła. Jednak największą satysfakcję przyniosło mi śledzenie opowieści – była bardzo sprawnie opowiedziana. Moje obawy, że Opowieść Wigilijna to bardzo oklepany temat, zupełnie się nie sprawdziły.
A jak podobało się dzieciom? Wyszły z teatru z wielkimi uśmiechami i jestem pewna, że nie były one spowodowane jedynie zjedzeniem pysznego musu malinowego w przerwie.
Jeżeli jeszcze nie widzieliście tej wersji Dziadka do Orzechów, to serdecznie Wam go polecam.

