Rusinowa Polana z dziećmi zimą

Rusinowa Polana z dziećmi zimą

Tak mi wypadło w pracy, że musiałam wziąć urlop między Nowym Rokiem, a świętem Trzech Króli. Od razu mnie gdzieś zaswędziało i poczułam, że trzeba by skoczyć na jakiś wypad. Przyszła mi na myśl zimowa wycieczka: Rusinowa Polana z dziećmi. To bezpieczne miejsce z pięknymi widokami i perspektywą herbatki od zakonników z pobliskich Wiktorówek.

Tylko jak się tam wybrać w trakcie ferii świątecznych i nie utknąć w korkach i kolejkach?

Dojazd TLK 53170 Karpaty

Przerażała mnie wizja jazdy do Zakopanego samochodem spod Warszawy, utknięcia w korkach, ślizgania się na lodzie i martwienia o parkingi w szczycie sezonu. Dlatego postanowiłam pierwszy raz wybrać się z dziećmi w góry pociągiem. Do tej pory alternatywnie jeździłam z synem autokarem z biurem podróży Mat-Travel i byliśmy bardzo zadowoleni z tych weekendowych wyjazdów. Dało mi to do myślenia, że dojazd w góry nocą to bardzo fajna opcja, tylko to spanie na siedząco… Ale są przecież wagony sypialne!

TLK Karpaty wyjeżdża z Warszawy jeszcze przed północą, a w Zakopanem melduje się o 6:00. O tej porze w Zakopanem nie działa żadna przechowalnia bagażu (a przynajmniej ja takiej nie znalazłam). Zakładałam też, że śniadanie będzie się dało zjeść tylko w Żabce przy dworcu, choć Zakopiański Bar mnie miło zaskoczył. W mapach google i na drzwiach ogłasza, że jest czynny od 7:00, a w rzeczywistości o 7:00 wyszliśmy z niego już po porządnym śniadaniu. Od wczesnych godzin porannych jeżdżą prywatne busy z placu z dworca autobusowego przy PKP (15 zł/os do Palenicy Białczańskiej z dworca PKP, płatne tylko gotówką), więc już między siódmą a ósmą można być przy kasach TPN. Na początku roku jednak sens jest tam być najwcześniej o 8:00 – wtedy wstaje słońce.

Wiedziałam, że nie mogę liczyć na pozostawienie bagażu w rejonie dworca. Dlatego postanowiłam spakować jak najmniej rzeczy – wszystko musieliśmy dźwigać na plecach.

Wagon sypialny

Dopłata za łóżko do biletu to 80/160/300 zł (w zależności od wyboru przedziału sypialnego potrójnego/podwójnego/pojedynczego). Można spędzić te 6 godzin w łóżku i dotrzeć na szlak w miarę wyspanym.

Dla mnie, mojego dziesięciolatka i siedmiolatki bilet tam w przedziale potrójnym to zaledwie 344 zł (ze zniżką na KDR). Bilety można kupić w kasach lub przez internet z maksymalnie miesięcznym wyprzedzeniem. Ja moje kupiłam niespełna miesiąc przed wyjazdem – nie chciałam czekać, aż się miejsca sypialne wyprzedadzą. Na szczęście bilety można przed odjazdem wymienić (bez straty wartości) lub zwrócić (ze stratą 15%). Wiedziałam więc, że w razie zmiany planów nie byłoby problemów.

Przedziały są zamykane od środka, łóżka z pościelą. Dodatkowo ręczniczek, mydło, umywalka w przedziale i przekąska wieczorem i rano. Prysznica się nie weźme, ale zęby się umyje. Dla mamy z dwójką dzieci to naprawdę dobra opcja na szybki dojazd i tani nocleg.

Konduktor budzi pół godziny przed stacją, ale dla mnie to było za mało czasu, żeby wyszykować dzieci. Dobrze, że wysiadałam na końcowej stacji. Opuściliśmy pociąg jako ostatni, tuż przed odstawieniem go z peronu.

Zimowa trasa na Rusinową Polanę z dziećmi

Plan dojścia

Plan był prosty – wziąć dzieci w góry w zimie. Dla nas to przeżycie samo w sobie. Nie jeździmy na nartach i nigdy nie widzieliśmy gór we śniegu (nie licząc październikowego wyjścia na Nosal, gdzie szliśmy w wiośnie i patrzyliśmy na zimowy Giewont – takie rzeczy tylko w Tatrach :P). Dlatego potrzebowaliśmy prostej, bezpiecznej drogi z efektownym widokiem na szczycie i najlepiej ciepłą herbatką po drodze.

Rusinowa Polana była więc doskonałym pomysłem:

  • Początek w Palenicy Białczańskiej – największym parkingu we wschodniej części TPN – łatwy dojazd prywatnymi busami z Zakopanego (ok. 40 minut jazdy od dworca PKP);
  • Krótkie, choć satysfakcjonujące dojście na Rusinową Polanę niebieskim szlakiem;
  • Przepiękny widok na Tatry Słowackie;
  • Możliwość rozszerzenia trasy o wyjście na Gęsią Szyję;
  • Bliskość Sanktuarium na Wiktorówkach, gdzie można poczęstować się darmową i pyszną herbatką;
  • Zejście zielonym szlakiem do Wierch Porońca lub niebieskim – do Doliny Filipka.

Nie wiedziałam do końca, którą opcję zejścia wybrać. Zmęczone nogi popełniają błędy na zejściu, więc łagodna droga na koniec wycieczki jest bardzo pożądana. Dlatego szeroki i niemalże płaski szlak do Wierch Porońca uznałam za bezpieczniejszy, szczególnie w warunkach zimowych. Z drugiej strony dużo ciekawiej jest iść stromą ścieżką. Decyzję o szlaku powrotnym podjęliśmy więc na miejscu. Jako że raczki dawały dobrą przyczepność, to wygrała wersja z Doliną Filipka.

Dojście z Palenicy Białczańskiej na Rusinową Polanę to przewodnikowo niespełna godzina. Stamtąd na Wiktorówki to zaledwie 10 minut w jedną stronę, a zejście do Doliny Filipka – niecała godzina. W sumie zaledwie dwie godziny przewodnikowo. Z dziećmi, zimą i z herbatką liczyłam razy dwa i tak dokładnie nam wyszło.

Sprzęt

Oczywiście zabrałam dla nas wszystkich raczki, kijki i stuptuty, ponieważ wyczytałam, że zimą bez nich lepiej się tam nie zapędzać. I tu od razu tip: trudno jest kupić raczki dla małego dziecka. Gdy kupowałam raczki teoretycznie na rozmiar mojej siedmiolatki to i tak były za duże, a kosztowały 3 razy tyle, co zwykłe. Kupiłam więc zwykłe, najtańsze raczki i wręczyłam je mężowi wraz z kombinerkami. Usunięcie kilku ogniw łańcucha nie było najprostsze, a raczki minimalnie się przesuwały przy chodzeniu, ale spełniały swoją rolę. Tym tanim i prostym sposobem załatwiłam dzieciom bezpieczną wspinaczkę.

Zimowa trasa – Rusinowa Polana z dziećmi

niebieski szlak - Rusinowa Polana z dziećmi
Rusinowa Polana z dziećmi – podejście szlakiem niebieskim od Palenicy Białczańskiej

Na szlak weszliśmy o 8:30. Mimo dużego mrozu dzieci już po 15 minutach na szlaku rozgrzały się na tyle, że postanowiły zdjąć jedną z czterech warstw ubrań, które nałożyliśmy o 6:00 w pociągu. Dalej szliśmy z bluzami w plecaku.

Po drodze mijaliśmy bajkowy krajobraz z głębokim śniegiem, szadzią i piękną panoramą słowackich Tatr. Na Rusinowej Polanie zameldowaliśmy się przed 10:00.

panorama słowackich Tatr - Rusinowa Polana z dziećmi zimą
Rusinowa Polana z dziećmi zimą – panorama słowackich Tatr

Rusinowa Polana z dziećmi – opcja z podejściem na Gęsią Szyję

Nie bardzo wiedziałam, jak dzieci zniosą zimowe warunki na szlaku i jaka nam się trafi pogoda. Dlatego obok wersji podstawowej zaplanowałam jeszcze opcję z dojściem na Gęsią Szyję, na której jeszcze nigdy nie byłam.

Latem z Rusinowej Polany na Gęsią Szyję i spowrotem idzie się ok. godziny. Czy zejście do Doliny Filipka, czy do Wierch Porońca – czas całej trasy to przewodnikowo ok 3 godziny. W moich szacunkach – 5 godzin.

Ze względu na silny mróz, który nam się trafił (o 6:00 w Zakopanem było -14 st. C), nie rozszerzaliśmy trasy, tylko skierowaliśmy się dalej niebieskim szlakiem na Wiktorówki.

Rusinowa Polana z dziećmi zimą - zejście na Wiktorówki
Rusinowa Polana z dziećmi – zejście do sanktuarium na Wiktorówkach.

Wizyta w sanktuarium na Wiktorówkach

Po zejściu do Polany Rusinowej trzeba się rozgrzać. Zakonnicy z Wiktorówek zapraszają nie tylko na msze w niedziele i w tygodniu, ale również na turystyczną herbatkę od 9:00 do 18:00, a w zimie – do 17:00 (za którą można wpłacić dobrowolną darowiznę). Nie wyobrażałam sobie, żeby z dziećmi nie odwiedzić tego szczególnego miejsca.

Wiktorówki

Spędziliśmy tu ok. godzinę pijąc herbatkę, rozmawiając z miłym zakonnikiem i kotem Stefanem, zmawiając krótką modlitwę i korzystając z wychodków. Wkrótce mają tam powstać nowe toalety (właśnie podciągnięto tam kanalizację), do których budowy postanowiliśmy się też dorzucić.

Palica Matki Bożej Jaworzyńskiej Królowej Tatr

Przed odejściem porozmawialiśmy też o pięknie i niebezpieczeństwie, jaki niesie obcowanie z przyrodą przy tablicach upamiętniających taterników, którzy zginęli w górach.

Wiktorówki z dziećmi zimą

Zejście do Doliny Filipka

Z Rusinowej Polany do Doliny Filipka idzie się przewodnikowo 45 minut. Szlak prowadzi cały czas przez las, najpierw po schodach, potem dość stromymi zakosami, a na końcu się wypłaszcza.

Zimowy trekking z dziećmi - Tatrzański Park Narodowy

Po drodze spotykaliśmy ludzi bez raczków, którzy mocno ślizgali się na śniegu, a także turystów z jabłuszkami, zjeżdżających po szlaku.

Trzeba pamiętać, że chodź nie ma zakazu korzystania z jabłuszek i sanek w Tatrach, to TPN zwraca uwagę na potencjalne niebezpieczeństwo dla zjeżdżających i postronnych turystów, a także możliwe niszczenie przyrody. Moje dzieci na szlaku zbierały ostre odłamki z połamanych plastikowych ślizgów.

Bajkowy trekking w Tatrach

Wyjście z TPN znajduje się przy niewielkim parkingu wzdłuż drogi Oswalda Balzera. W tamtym miejscu nie ma przystanku autobusowego, a w stronę Zakopanego obowiązuje zakaz zatrzymywania się. Nie bardzo wiedziałam, gdzie mam łapać busa. Postanowiłam więc zejść drogą kawałek w dół, w stronę Zazadniej, gdzie znajduje się najbliższy przystanek. Droga Oswalda Balzera jest bardzo ruchliwa, a pobocze – wąskie. Nie był to więc przyjemny spacer. Dobrze, że krótki.

Ok 10 minut od wyjścia ze szlaku dotarliśmy do Zazadniej Polany, gdzie było bezpiecznie miejsce do łapania busów. Zatrzymaliśmy jednego po kilku minutach czekania, o 12:30.

Wizyta w Centrum Edukacji Przyrodniczej TPN

Wyjeżdżałam z Warszawy trochę z duszą na ramieniu – zapowiadano silny mróz, a ja nigdy nie byłam z dziećmi na zimowym trekkingu.

Zamówiłam więc na godzinę 15:00 wejście do Centrum Edukacji Przyrodniczej TPN. Był to plan awaryjny, żeby wyjazd nie okazał się kompletną klapą, gdyby dzieci na szlaku zrobiły w tył zwrot po 10 minutach. Wizyta jest darmowa i można ją odwołać telefonicznie, więc taka rezerwacja to wygodna i bezpieczna rzecz.

Ponieważ już o 13:00 byliśmy w Zakopanem, a do pociągu powrotnego mieliśmy jeszcze ponad cztery godziny, to mogliśmy skorzystać z biletów.

Centrum znajduje się przy ulicy Tytusa Chałubińskiego, tuż przy przystanku, a więc wystarczyło wyskoczyć z autobusu kilka przystanków przed dworcem. Na dodatek po drugiej stronie ronda Jana Pawła II znajduje się duży bar mleczny, gdzie zdążyliśmy zjeść obiad.

Zwiedzanie centrum trwa około godziny. Jest to multimedialna wystawa z audioprzewodnikiem. Są tu podświetlane makiety, wypchane zwierzęta, filmy edukacyjne. Wystawa opowiada o naturalnym środowisku przyrodniczym Tatr, o tym, jak działalność człowieka na nie wpływa i o czym powinniśmy pamiętać w trakcie wizyty w TPN. Dzieci były zachwycone wystawą i myślę, że każdy powinien to miejsce odwiedzić przed wejściem na szlak.

sala edukacyjna Zakopane

Po wyjściu z wystawy skorzystaliśmy jeszcze ze sklepiku zaopatrzonego w ciekawe książki i gadżety. Moja siedmiolatka wybrała książkę o niedźwiedziach.

Sklepik Centrum Edukacji Przyrodniczej TPN

Powrót IC 3112 Malinowski

Pociąg IC 3112 Malinowski rusza z Zakopanego o 17:22 – i tak w zimie jest już wtedy ciemno i nie ma co robić, a że podróż trwa 5,5 godziny, to już koło 23:00 dojeżdża do Warszawy. Powrót zwykłym pociągiem zaplanowałam nie tyle z oszczędności (za naszą trójkę to tylko 102 zł) ile dlatego, że TLK Karpaty z wagonem sypialnym z Zakopanego wyjeżdża przed 22:00, a do Warszawy dojeżdża o 4:30. Niebardzo mi się uśmiechało zarówno tak długie czekanie na pociąg jak i tak wczesne wstawanie. No i wolę spać w swoim łóżku.

Na te 5,5 godziny zakupiliśmy odpowiednią ilość przekąsek, a także spakowaliśmy gry karciane i książki. W pociągu zaplanowaliśmy też przegląd zdjęć z całego dnia i stworzenie internetowej galerii. Miejsca kupiłam, oczywiście, w przedziale, a nie w części bezprzedziałowej – w ten sposób potencjalnie moje żywiołowe dzieci miały przeszkadzać tylko trójce pasażerów, a nie całemu wagonowi. Miałam jednak cichą nadzieję, że dzieci zaliczą zgon w pociągu po całym dniu pełnym wrażeń. I tak się stało.

Czy to były udane 24 godziny? Zdecydowanie tak! Dzieci były zachwycone całą wycieczką, a na pytanie, czy chcą powtórzyć taki wyjazd, odpowiedziały, że TAK (choć siedmiolatka dodała: ale nie w zimie).

A Wy kiedy planujecie?

niebieski szlak do Doliny Filipka - TPN

Może Cię to zainteresuje...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *