Rodzinne wyjście do aquaparku – Park Wodny Tychy

Park Wodny Tychy - rodzinne wyjście

Na koniec tegorocznych wyjazdów wybraliśmy się całą rodzinką do Parku Wodnego Tychy. Moja rodzina pochodzi z Małopolski, więc już parę osób polecało mi, żeby spędzić parę godzin w Tyskim aquaparku, gdy będę w tych stronach. Mój mąż, co prawda, nie znosi basenów, ale stwierdził, że dostosuje się do większości, która przyjęła pomysł z entuzjazmem.

Czy było warto? Czego się można spodziewać?

Wybaczcie, że nie mam własnych zdjęć – ogarnianie czwórki dzieci i niewodoodpornego telefonu w aquaparku to zadanie dla ludzi o mocnych nerwach. Zdjęcia dzięki uprzejmości Parku Wodnego w Tychach.

Park Wodny Tychy – podstawowe informacje

Atrakcje

Park Wodny Tychy nie jest wcale jednym z największych aquaparków w Polsce i w sumie całe szczęście – Kiedy dwoje rodziców ma zlokalizować czwórkę dzieci, to lepiej, żeby nie musieli pokonywać kilometrów po śliskich powierzchniach.

Gdy kupujecie bilety do strefy rekreacyjnej Parku Wodnego Tychy, to zyskujecie dostęp do:

Strefy Sportowej:

  • Dwa baseny sportowe, w tym jeden z ruchomym dnem, gdzie głębokość basenu dopasowywana jest do charakteru zajęć.

Strefy Rekreacyjnej:

  • Dwa baseny rekreacyjne: jeden zewnętrzny i jeden wewnętrzny ze strefą relaksacyjną, strefą fali i sztuczną rzeką.
  • Dwie strefy dla maluchów z brodzikami, pryskawkami i czterema zjeżdżalniami wodnymi – jedna wewnętrzna i jedna zewnętrzna. Dodatkowo interaktywny batyskaf i strefa zabawek suchych (podobna do labiryntów w salach zabaw).
  • Wanny SPA (zlokalizowane także na antresoli).
  • Cztery zjeżdżalnie w Wieży Zjeżdżalni, przeznaczone dla osób powyżej ósmego, trzynastego i szesnastego roku życia.
  • Kaldarium – czyli cieplutkie pomieszczenie (45 stopni Celsjusza), w którym jest cicho i można się zrelaksować na ciepłych ławach.
  • Restauracja w strefie rekreacyjnej.
  • Most linowy, Słoneczna Łąka, Lustro Wirtualne, gra interaktywna Misja H2O z Salą Map, Taras dla rodziców, Przewijalnia dla niemowląt, a nawet sala na eventy takie jak urodziny.

Osobno biletowane są wejścia do:

  • samej Strefy Sportowej (najtańsza opcja),
  • Strefy Wellness (sauny, solanki, łaźnie piwne),
  • Strefy Surfingu i
  • Wodnej Akademii (czyli interaktywnej sali edukacyjnej w strefie suchej).

Cennik

Aktualny cennik Parku Wodnego Tychy znajdziecie pod tym linkiem.

My skorzystaliśmy z wakacyjnej promocji: przy zakupie biletu na trzy godziny czwarta godzina gratis. Dodatkowo obiekt dolicza darmowe 10 minut na przebranie się, czyli mogliśmy spędzić w Parku Wodnym Tychy aż 4 godz. 10 min. Za to wejście naszej sześcioosobowej rodziny zapłaciliśmy 174 zł.

Na terenie aquaparku Tychy nie ma obowiązku chodzenia w czepku.

Nasze wrażenia z aquaparku w Tychach

Do Tych wybraliśmy się pod koniec sierpnia, w trakcie tygodnia, przed południem – tak jest taniej, ale też po prostu tylko tego dnia mieliśmy czas.

Mimo wakacji nie było źle jeśli chodzi o ilość osób na basenie – sporo, ale dało się przeżyć. Największe kolejki do zjeżdżalń – trzeba było postać pięć do kilkunastu minut na zjazd.

Nie mieliśmy ochoty przerywać zabawy, więc nie skorzystaliśmy z restauracji w strefie rekreacyjnej. Nie podzielę się więc żadnymi paragonami grozy. Przechodząc obok lady z lodami, zapamiętałam tylko cenę za gałkę: coś w stylu 5,5 zł. Płatność za posiłki nabijana jest na paski (transpondery) i należy ją uregulować po wyjściu z basenu. Dzieci na swoich paskach mają limit do 50 zł (żeby nie nabiły zatrważających kwot), dorośli – 300 zł.

Sądziłam, że moje dzieci zgłodnieją w czasie czterogodzinnego pobytu, ale jedzenie nawet im przez myśl nie przeszło. Może to dzięki drugiemu śniadaniu, które wciągnęliśmy tuż przed wyjściem?

Zjeżdżalnie w Wieży Zjeżdżalni

Nasze największe rozczarowanie. W sumie, niechcący, skorzystaliśmy ze wszystkich zjeżdżalni w Parku Wodnym Tychy.

Tak wyglądają zjeżdżalnie w Parku Wodnym Tychy

Mąż się zagapił i zjechał zjeżdżalnią Aqualoop — ekstremalną zjeżdżalnią, gdzie przez chwilę jedzie się pod górę. Jeżeli do jakiejś atrakcji nie ma kolejki, to może jest ku temu jakiś powód? Więcej do zjeżdżalń się nie zbliżał.

Ja skorzystałam ze zjeżdżalni Cebula. O ile samo ślizganie się w lejku i spadanie do basenu było OK, to rozpędzanie się nie należało do przyjemności – woda bardzo chlapała w twarz (może okularki by pomogły?). Zamiast radości ze zjeżdżania, miałam wrażenie, że ktoś mną strasznie miota. Tu zjeżdżający nie ma żadnej kontroli nad tym, co się z nim dzieje.

Zjeżdżalnia Pontonowa i Multimedialna były po prostu nudne i na dodatek nieprzyjemne. Nie wiem, jak to jest, ale są takie zjeżdżalnie, gdzie na koniec zawsze się człowiek opije wody i te właśnie były z tego rodzaju. Najgorsze w nich jednak było to, że były potwornie ciemne. Niby znajdowały się w nich jakieś światełka, jednak było ich bardzo mało i na dodatek nie oświetlały zakrętów. Efekt był taki, że nagle coś człowiekiem rzuca i nie wiadomo dlaczego… a – to zakręt był.

Dla mnie przyjemność w zjeżdżaniu bierze się stąd, że mogę obserwować, jak się układa tor przede mną i kontrolować swój zjazd – szybciej, wolniej, bardziej się wychylić, przygotować na czekające mnie atrakcje.

Nuuuuuuda, ciemno i chlapie prosto w twarz na koniec.

Brzmi, jakbym była straszną marudą, ale miny moich dzieci powiedziały wszystko: idziemy stąd.

Na osłodę powiem, że…

Atrakcje dla maluchów

Zjeżdżalnie w strefach dla maluchów

No superaśne!

Aquapark w Tychach dla najmłodszych przewidział zewnętrzny, mokry plac zabaw z dwiema prostymi zjeżdżalniami, a także dwie duże zjeżdżalnie wodne – niebieską na zewnątrz i pomarańczową wewnątrz.

wodny plac zabaw - Park Wodny Tychy
Autor: Park Wodny Tychy

To zawsze jest problem: maluszek też by pozjeżdżał, ale dla niego zjeżdżalń nie ma. Tu było na odwrót: moja dwunastolatka cierpliwie czekała, aż sobie maluszki zjadą, żeby też się załapać i bynajmniej nie była jedyną! Zresztą był to dodatkowy powód, dla którego nie mogłam ani na sekundę spuścić najmłodszej z oka — gdy zaraz za nią zjeżdżał jakiś dziesięciolatek przy kości, to miałam dodatkową motywację do szybkiego podnoszenia jej z wody.

Moja trzylatka spędziła na zjeżdżalniach chyba 85% czasu i jedyne, co od niej słyszałam, to „hi hi, HIHIHI! Haaaa Ha-Ha!!!”. Plusem pomarańczowej zjeżdżalni jest to, że na niej rodzic może wygodnie zjechać z dzieckiem (na niebieskiej nie próbowałam, ale to ciasna spirala, więc mogłabym się zaklinować – swoją drogą – regulaminu zjeżdżalń dla maluszków brak).

Oprócz zjeżdżalń są jeszcze swego rodzaju krótkie, wodne pochylnie, gdzie można ześlizgnąć się lub sturlać do brodzika z malutkim dzieckiem.

Słowem: są opcje dla każdego maluszka. Troszkę gorzej z przedziałem 7 – 12 lat, bo muszą wpychać się między dzieciaczki.

Brodziki i zabawki

aquapark Tychy - strefa dla dzieci
Autor: Park Wodny Tychy

Gdy moja najmłodsza nie zjeżdżała, to bawiła się w Batyskafie. Dla mnie to okropne miejsce – głośne, pełne jakichś dziwnych przycisków, wajch, kół sterowych… czułam się tam jak za karę, ale przecież nie wyjdę, bo malucha trzeba mieć na oku. Mała była za to zachwycona i kręciła kołem sterowym z wielkim bananem na twarzy.

Bardzo przyjemne za to okazały się kurtyny wodne i fontanny, w których bawił się mój syn.

Parę razy oberwałam też z kierowanego przez dzieci działka wodnego zamieszczonego na szczycie batyskafu, a także z chybotliwych wiader w strefie wewnętrznej i zewnętrznej. Tu duży plus: te zabawki zostały tak wyregulowane, że strumień wody był zawsze przyjemny. Nie wiem, czy to temperatura wody, czy skupienie strumienia, ale pierwszy raz cieszyłam się, gdy zostałam ustrzelona.

Do strefy zabawek suchych moje maluchy nie dotarły przez ponad trzy godziny obecności w strefie rekreacyjnej – za dużo było przyjemności w brodzikach.

Basen rekreacyjny – aquapark Tychy

Największą atrakcją basenu rekreacyjnego jest sztuczna fala. Pierwszy raz byłam na basenie z taką sztuczną falą, więc nie mam porównania, ale muszę przyznać, że było to dość satysfakcjonujące. Nie da się tego, oczywiście, porównać do fal na Bałtyku (które miałam na świeżo w pamięci), ale zarówno w głębszej części basenu, jak i w strefie brzegowej można było się na tych falach pobawić. To było jedyne miejsce w Parku Wodnym Tychy, gdzie cała nasza szóstka bawiła się jednocześnie z pełną satysfakcją.

Naprawdę przyjemnie.

Basen sportowy

Niby nic – normalne dwa baseny. Pewnie ze względu na wakacje i brak regularnych zajęć nie były tego dnia praktycznie w ogóle obłożone.

Troszkę zaskoczyła mnie temperatura wody – przyzwyczajona jestem do zimnych basenów sportowych, a tu było dość ciepło. Nie wiem, czy to plus. Pewnie jakbym chciała przepłynąć kilometr, to bym się zgrzała, ale nie było mi to dane.

Spędziliśmy tu trochę czasu z dużą satysfakcją – moje średnie dzieci ćwiczyły nurkowanie w basenie o ruchomym dnie. Było tu zaledwie parę osób, więc było i przyjemnie i efektywnie.

aquapark tychy - rodzinne wyjście do aquaparku
Basen z ruchomy dnem – na zajęcia są tu wstawiane różne sprzęty, ale w wakacje basen był po prostu pusty. Autor: Park Wodny Tychy.

Szatnie

Zdecydowanym minusem szatni w aquaparku w Tychach było to, że obuwie zewnętrzne zmieniane jest dopiero za bramkami, co sprawia, że musimy je zabrać ze sobą do szafek razem z kostiumami, ręcznikami i wszystkimi bambetlami dla sześciu osób. Znacznie wygodniejszy jest system, gdzie na wejściu, jeszcze przed zakupem biletów można się pozbyć butów, iść na lekko i nie martwić się ich zalaniem.

Pewnym zdziwieniem było to, że w szatniach nie było gniazdek, żeby podłączyć swoją suszarkę (była informacja, że takie gniazdka są za bramkami wyjściowymi). Suszarki basenowe niby ok, wszystkie sprawne, ale jak ktoś lubi swoją…

Same szatnie są OK, choć wolę inny układ. Tu wchodzi się przez pokoiki do przebierania, trafia się do strefy szafek, gdzie zostawia się swoje rzeczy i idzie się przez prysznice na basen. Niby spoko. Jeżeli masz ogarnąć tylko siebie. Ale z czwórką dzieci trzeba się znaleźć, przebrać, sprawdzić, czy dziecko nie zostawiło w szafce okularków, albo czy nie ma majtek pod kąpielówkami (u mnie stały motyw)… Ja się czułam trochę zagubiona. Zdecydowanie wolę, gdy jest wydzielona szatnia rodzinna, albo gdy szatnia jest jedną, dużą przestrzenią z miejscami do siedzenia, bo tu nie było gdzie usiąść, nie licząc kabin do przebierania.

Powiem jednak uczciwie: nienawidzę wszystkich basenowych szatni. Ale jak je lubić, gdy ma się w nich do zgubienia czwórkę dzieci i cztery kilo gratów?

Czy wrócimy do Parku Wodnego Tychy?

Myślę, że na pewno. W ciągu trzech godzin i czterdziestu pięciu minut (czas nas trochę gonił, więc nie wykorzystaliśmy całego biletu) udało się zażyć sporo przyjemności i poćwiczyć umiejętności pływackie.

Wszystko to bez stresu, bez pośpiechu. Koszt tego wyjścia nie był wygórowany, a mimo sezonu nie natknęliśmy się na tłumy, w których łatwo by było się pogubić i poobijać.

Może Cię to zainteresuje...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.