Jednodniowy wypad w Karkonosze z dziećmi

Karkonosze z dziećmi

Znów skorzystałam z pociągu nocnego, ale tym razem wyjechałam w Karkonosze z dwójką młodszych dzieci. Po majowym wyjeździe do Wąwozu Kraków musiałam poważnie przemyśleć trasę. Skręcona kostka, choć rehabilitowana intensywnie, nie daje stu procent pewności na szlaku. Jednak zdążyłam już w sierpniu przetestować jej sprawność w Pieninach, a dzieci były entuzjastycznie nastawione do wyjazdu. W ten sposób pojechaliśmy do Szklarskiej Poręby w piękną, wrześniową sobotę.

Plan wyjazdu nad Wodospad Kamieńczyka, Szrenicę i Śnieżne Kotły

  • Piątek: 23:29 wyjazd IC KARKONOSZE z W-wa Zachodnia (ostatnia część trasy autobusową komunikacją zastępczą w związku z remontem torów).
  • Sobota:
    • 7:38 dojazd do Szklarskiej Poręby Górnej
    • 7:45 zakupy śniadaniowe w Lidlu po drodze
    • 8:00 – 19:00 – Szklarska Poręba – Wodospad Kamieńczyka – Śnieżne Kotły – Szklarska Poręba.
    • 19:56 – zastępczy autobus ze Szklarskiej Poręby Górnej i IC Karkonosze z Jeleniej Góry
  • Niedziela: 6:03 dojazd do W-wa Zachodnia

Karkonosze z dziećmi – plan A

Przy bardzo dobrej pogodzie i samopoczuciu planowałam ambitną trasę:

Szklarska Poręba Górna PKP – Wodospad Kamieńczyka (czerwony szlak) – Stacja pośrednia wyciągu Szrenica Ski Arena (zielony szlak) – Schronisko Szrenica (kolejka linowa i czarny szlak) – Śnieżne Kotły (czerwony szlak) – Obniżenie pod Śmielcem (czerwony szlak) – Rozdroże pod Wielkim Szyszakiem (niebieski szlak) – Mokre Rozdroże (zielony szlak) – Schronisko pod Łabskim Szczytem (żółty szlak) – Szklarska Poręba, przy Muzeum Mineralogicznym (żółty szlak) – Szklarska Poręba Górna PKP (dojazd Taxi).

To w sumie 7 godzin trasy przy przewodnikowym tempie marszu (sam wjazd kolejką to ok. 15 min). Przy jedenastu godzinach w górach liczyłam dwie godziny na dwa schroniska (jedzenie i toalety) i dwie godziny odpoczynku i podziwiania widoków po drodze.

Tu trasa do kolejki linowej:

Poniżej trasa od górnej stacji kolejki linowej:

Karkonosze z dziećmi – plan B

Gdyby pojawiły się jakieś opóźnienia lub zmęczenie, miałam zaplanowaną nieco krótszą trasę:

Szklarska Poręba Górna PKP – Wodospad Kamieńczyka (czerwony szlak) – Stacja pośrednia wyciągu Szrenica Ski Arena (zielony szlak) – Schronisko Szrenica (kolejka linowa i czarny szlak) – Śnieżne Kotły (czerwony szlak) – Schronisko pod Łabskim Szczytem (żółty szlak) – Szklarska Poręba, przy Muzeum Mineralogicznym (żółty szlak) – Szklarska Poręba Górna PKP (dojazd Taxi)

Jedenaście godzin na szlaku, w tym 6 godzin drogi, 15 min wjazdu kolejką, 2 godziny w schroniskach (jedzenie i toalety) i trochę ponad 2,5 godziny odpoczynku i podziwiania widoków.

Poniżej trasa do kolejki linowej:

A tu trasa od górnej stacji kolejki linowej.

Karkonosze z dziećmi – plan C

Zakładałam, że przy gorszej pogodzie, lub bardzo złym samopoczuciu podejdziemy tylko pod wodospad Kamieńczyka i zjemy obiad w schronisku Kamieńczyk i wrócimy do Szklarskiej (1,5 h drogi). Ewentualnie po obejrzeniu wodospadu podejdziemy pod kolejkę, wjedziemy na Szrenicę, zjemy obiad w schronisku Szrenica i zjedziemy kolejką na sam dół, do Szklarskiej Poręby (2 h drogi). Dalej mogliśmy pojechać taksówką i czas do pociągu spędzić w jednej z knajp w Szklarskiej Porębie, w Trollandii lub na całorocznym torze saneczkowym, żeby nie było nudno.

Karkonosze z dziećmi – wodospad Kamieńczyka i Śnieżne Kotły

Do wodospadu Kamieńczyka

Nasz wyjazd trafił na dość ciepłą (ok. 20 st. C) sobotę z niewielkim zachmurzeniem, ale sporym wiatrem. Pogoda była więc dobra. Gorzej, że nasz pociąg nadjechał z malutkim opóźnieniem, ale dojechał już z opóźnieniem półgodzinnym. Na wstępie więc wiedziałam, że plan A odpada.

O tym, jak się podróżuje w wagonie sypialnym, pisałam we wpisie o zimowym wyjściu na Polanę Rusinową z dziećmi. Tym razem mieliśmy więcej czasu na sen.

Po wyjściu z zastępczego autobusu skierowaliśmy się do pobliskiego Lidla po sok, jabłka i pizzerinki na śniadanie, a także czekoladę (w pociągu nocnym dostaliśmy wodę i wafelki).

Dopiero koło 8:40 byliśmy na szlaku. Po drodze podziwialiśmy Krucze Skały.

Krucze Skały

Potem skierowaliśmy się w stronę Wodospadu Kamieńczyka. I tu pierwsza niemiła niespodzianka – szlak był remontowany (udostępniają go osobom starszym – wykładają równą kostką granitową) i musieliśmy skorzystać z wyznaczonego, lekko błotnistego (padało w nocy) obejścia leśną drogą. Obejście dołożyło nam z 15 minut drogi.

Szlak do Kamieńczyka

Dalej już szlak był pięknie wybrukowany, ale dzieciom nie szło się za dobrze – tego dnia po prostu nie miały za dużo energii. Doszliśmy w końcu do Wodospadu Kamieńczyka. Wejście tam jest płatne (6/12 zł/osoba), choć my, jako posiadacze KDR weszliśmy za darmo. Gorzej, że wejść należy w kasku, który pobiera się przy kasie. Gdy ludzi przy wodospadzie jest dużo, to kaski się kończą i trzeba poczekać, aż ktoś wróci i odda kask. My na szczęście byliśmy tam na tyle wcześnie, że nie staliśmy w kolejce, choć gdy wychodziliśmy to kolejka już stała na kilkadziesiąt osób.

Wodospad Kamieńczyka

Przy wodospadzie spędziliśmy niewiele ponad pół godziny razem z zakupem pamiątkowego magnesu.

Karkonosze z dziećmi - wodospad Kamieńczyka

Na Szrenicę

Dalej wróciliśmy się kawałek czerwonym szlakiem w dół i skręciliśmy na zielony szlak, do kolejki linowej. Po drodze mijaliśmy piękne strumienie i kilka tablic edukacyjnych, a szlak był szeroki i dobrze utrzymany.

zielony szlak

Na stacji pośredniej okazało się jednak, że popełniłam błąd, bo nie kupiłam biletów wcześniej, a na miejscu kasy nie było. Niby żaden problem, bo zasięg był dobry, a bilety są dostępne na stronie. Mi jednak strona szwankowała i bez przerwy się przelogowywała. Zdenerwowałam się bardzo i ostatecznie zadzwoniłam do męża, żeby kupił mi bilety przez internet i przesłał mi je na maila.

Aby wejść na stację kolejki trzeba opłacić wstęp do Karkonoskiego Parku Narodowego, ale my znów przeszliśmy bez opłat – KDR wpuszcza za darmo do każdego parku narodowego w Polsce.

kolejka linowa na Szrenicę

Krzesełka są dwuosobowe, a regulamin kolejki mówi, że dziecko do wysokości 125 cm musi jechać z opiekunem. Wjechałam więc razem z młodszą córką, a syn mógł jechać sam, za nami. Wjazd trwał około 15 minut.

Karkonosze z dziećmi - Szrenica

Na górze konkretnie wiało, była godzina 12:20 i dzieci marzyły już o obiedzie. Przeszliśmy więc te 10 minut do schroniska Szrenica i w ciągu godziny zjedliśmy, odpoczęliśmy i skorzystaliśmy z toalety.

schronisko Szrenica

W stronę Śnieżnych Kotłów

Po obiedzie z dobrymi humorami i nowymi siłami skierowaliśmy się w stronę Trzech Świnek.

Karkonosze z dziećmi - Trzy Świnki

Trzeba przyznać, że cała dalsza droga aż do schroniska pod Łabskim Szczytem nie była łatwa. Teren jest całkiem odsłonięty, porośnięty trawą i kępami kosodrzewiny. Wiatr dawał się nam mocno we znaki. Dobrze, że nie zapomnieliśmy o czapkach, kominach na szyję i rękawiczkach. Dzieci wciąż zdejmowały i zakładały kurtki (gdy nachodziły lub odpływały chmurki), co zaburzało tempo marszu. Dobrze, że szlak był szeroki i wygodny, a także niezatłoczony.

Karkonosze z dziećmi - Łabski Szczyt
Karkonosze z dziećmi – Łabski Szczyt
Karkonosze

Koło 15:15 dotarliśmy do Śnieżnych kotłów. Podziwianie widoków zajęło nam pół godziny tylko dlatego, że wiedzieliśmy, że nie możemy się spóźnić na pociąg. Nawet silny wiatr nie był w stanie odebrać nam przyjemności z przebywania w tym miejscu. Dzieci były zachwycone i dumne, że przeszły taki kawał drogi, bo daleko, daleko w dole widziały Szklarską Porębę.

Śnieżne Kotły
Śnieżne kotły z siedmiolatkiem

Do schroniska pod Łabskim Szczytem

W końcu jednak trzeba było skierować się w dół i tu nastąpiła najtrudniejsza część wyprawy. Poszliśmy najkrótszą drogą, a więc żółtym szlakiem. Sądziłam, że po zejściu z grani wiatr da nam spokój, ale nie – wiało tak, jak na szczycie, a droga nie dość, że prowadziła w dół, to jeszcze po obciosanych blokach granitu. Dla zmęczonej ekipy nie było to w żaden sposób przyjemne. Pocieszaliśmy się, że wkrótce odpoczniemy w Schronisku pod Łabskim Szczytem.

Karkonosze z siedmiolatkiem

Niestety – spotkało nas rozczarowanie. Ruch w schronisku był tak duży, że nie było szans na jakikolwiek poczęstunek, a dwie z czterech kabin w toalecie były nieczynne. W kolejce do toalety spędziliśmy godzinę. Całe szczęście, że mieliśmy jeszcze wodę i przekąski. Dzieci zdjęły buty, położyły się na podłodze i starały się zregenerować w tym czasie.

W stronę Szklarskiej Poręby

Dopiero koło 17:15 wyszliśmy ze schroniska i staraliśmy się dzielnie iść w dół. Nogi jednak były bardzo zmęczone. Bez kijków pewnie nie dalibyśmy rady utrzymać tempa.

Kukułcze Skały
Karkonosze z dziećmi – odpoczynek pod Kukułczymi Skałami
Szlak Szklarska Poręba

Droga w dół była dość szeroka i wygodna przez większość czasu. W pewnym momencie jednak zrobiła się nierówna i bardzo kamienista. Wtedy nogi mojej siedmiolatki odmówiły posłuszeństwa – zaczęła kuleć.

Szlak - Karkonosze z dzieckiem

Dochodziła 18:00. Mieliśmy jeszcze minimum 40 minut drogi do granicy miasta, świadomość, że o 19:00 zachodzi słońce, a o 19:56 odjeżdża autobus z dworca. W głowie już rysował się plan: zwracam bilety na pociąg, szukam noclegu w Szklarskiej i transportu do domu w niedzielę, schodzimy w żółwim tempie lub dzwonię po pomoc, jeśli zrobi się ciemno (czołówki mieliśmy, ale czy to by wystarczyło?).

Najpierw jednak spróbowałam zrealizować plan. Zdjęliśmy małej buty, poprawiliśmy i zasznurowaliśmy na nowo. Porozmawialiśmy o tym, jak można sobie pomóc w schodzeniu: mówienie o problemach, oddanie mamie plecaka, małe kroczki, dobra praca kijkami, chodzenie po śladach mamy, unikanie dużych kamieni, wchodzenie na miękką trawę tam, gdzie się da (zawsze mówię, że nie wolno schodzić ze szlaku, ale przy bólu nóg musieliśmy złamać tę zasadę. Poza tym już byliśmy poza terenem parku narodowego). Córka była świadoma tego, jaki był plan i że tylko od niej zależy, czy uda się go zrealizować. Skupiła się i doszła. o 19:00 byliśmy w Szklarskiej.

Wezwaliśmy taksówkę i o 19:30 jedliśmy już na kolację hot-doga z Żabki na dworcu. Na pociąg zdążyliśmy.

Dzieci, choć bardzo zmęczone, były z siebie niezwykle dumne i bardzo szczęśliwe, że pojechały na tę wycieczkę. Powrót autobusem i pociągiem przeszedł gładko. Obudzenie się przed dworcem Zachodnim stanowiło, co prawda, wyzwanie i nie udało się w pociągu umyć zębów. Nadrobiliśmy to jednak już w domu.

Jak zwykle dzieci pytają, kiedy znów pojedziemy pociągiem w góry. Muszę pomyśleć… A Wy? Kiedy się wybieracie?

Może Cię to zainteresuje...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *